wtorek, 29 września 2015

Ogrodowe strefy relaksu

Uwielbiam ogród za możliwość "odmóżdżenia się" i wyciszenia przez pracę fizyczną, ale też za miejsce, w którym mogę wypić kawę, poczytać gazetkę ogrodniczą czy porozmyślać. Lubię w ogrodzie to, że jest wielozadaniowy i że pozwala na różne formy wypoczynku. 


Stref relaksu w ogrodzie mamy na razie dwie, jest plan na więcej. Pierwsze miejsce znajduje się z tyłu domu, z wiklinowymi meblami, kwiatami w doniczkach i koszykach. Rozpłaszczając się w tym miejscu mam widok na rabatę ziołową i warzywnik. Tu obmyślam co by trzeba poprawić, posiać, zasadzić. Tu piję kawę, zjadam ptasie mleczka i rozkoszuję się ciszą, wraz ze zwierzętami.

Gdy mam możliwość, rankiem zwołuję ferajnę i wychodzimy na tył domu. Każdy zajmuje się wtedy sobą. Piesek zaczyna ganiać za piłką, kot włazi od razu w swoją "miejscówkę" w kocimiętce. Ja natomiast siadam w fotelu, popijam ciepłą herbatkę i marzę o ogrodzie ze snów...


 
Miejsce wypoczynku powoli się zmienia. Po moim ględzeniu, że pręty w kiwi wyglądają bardzo "wkurzająco" Pan Mąż zbudował mi drewnianą pergolę. Rozważaliśmy kupno gotowej, ale ceny nas bardzo zaskoczyły. Pergola spełniająca nasze wymagania kosztuje w sklepie 200-300zł. Zatem Pan Mąż postanowił zbudować ją sam. Deski boczne pochodzą ze stelażu łóżka, a listewki wałęsały się gdzieś w domostwie. Jedynym wydatkiem były 2 kotwy i kątowniki, które Pan Mąż pomalował sprayem na czarno. Trochę się namęczyliśmy z przeniesieniem kiwi na drugą podporę, ale warto było :)


Podczas podmiany pergoli kocimiętka uległa zgnieceniu nad czym bardzo ubolewam. A karciłam za każdym razem, gdy Pan Mąż przydeptywał ;) Nie pozostaje mi nic innego jak czekać, aż odbije...


Drugim takim ważnym miejscem wypoczynku jest leżak ustawiony pod czereśnią sąsiadki zza płotu. W lecie przychodząc zmęczona po pracy kładę się pod drzewem, wśród małych krzewuszek i hortensji. Zasypiam...


Na tarasie z boku domu, głównie gościmy rodzinę i przyjaciół. Jest to miejsce odpoczynku i grillowania, osłonięte winoroślą. Stoi tu drewniany stół, który zrobił Pan Mąż oraz wyszperane rzeźbione krzesła. W planach mamy zrobienie ogniska w pobliżu i kupno masywnego drewnianego stołu z ławkami. A największym moim marzeniem jest podest z desek, taki brązowy, prawdziwy. Ech...
Uwielbiam tu jeść niedzielny obiad, podziwiać kolorowy klomb oraz mini sad.


Chyba każdy z Was w ogrodzie ma takie miejsce do przemyśleń, niedzielnych obiadów czy lenistwa. A jeżeli ktoś jeszcze takiego nie ma, to czym prędzej musi sobie wygospodarować. Warto czasem pomyśleć o sobie :)

Ogrodowych snów życzę :*

sobota, 19 września 2015

Domowy dzień leniuchowania

Cały tydzień urlopowy fruwałam między domem a ogrodem. Prania zrobiłam tyle co w 2 miesiące, pomyłam okna, zrobiłam generalne porządki, pozmieniałam firanki, sprzątałam, sprzątałam i sprzątałam. A jak... nie sprzątałam to... pracowałam w ogrodzie. Przepieliłam wszystkie rabaty, poprzesadzałam kwiaty, poobcinałam krzaczory. No i wpadłam na genialny pomysł, aby przekopać leżącą odłogiem rabatę z melisą i miętą. Tak oto w połowie powstała rabata ziołowo-owocowa :)
A dziś... strajkuję. Zgubiłam sekator i postanowiłam powiedzieć pracy: NIE. Razem ze zwierzakami leniuchujemy. Z okazji domowego dnia leniuchowania Klemens postanowił w końcu dać się sfotografować :)











Przytulaski :)

czwartek, 17 września 2015

Moje kolory jesieni

Uwielbiam jesień. Kiedyś nie lubiłam jej. Od kiedy mam ogród to się zmieniło. Kolory pomarańczy, żółci, zieleni, brązu i czerwieni. Kocham! 










Lecę dalej do ogrodu :)

środa, 16 września 2015

Zachrzaniam...

Zachrzaniam, bo... mam urlop. Pielę, podcinam, przekopuję, przesadzam, wyrywam... Przygotowuję ogród do zimy. Trochę zawczasu, ale póki czas jest :)


Kaloszki takie lśniące jeszcze, więc uwieczniam na blogu :)

Całuski :*

poniedziałek, 7 września 2015

Zaprawianie nasion

Sztucznie wyglądające nasiona fasoli, ogórka czy rzodkiewki zaczęły mnie interesować od kiedy wpadły w moje ręce. Najbardziej zdziwił mnie regularny kształt i prawie neonowy kolor...


Przeglądając internet w poszukiwaniu tajemnej wiedzy, czytam: "Zaprawianie nasion zaliczane jest do najbardziej oszczędnych, a przy tym najbezpieczniejszych dla środowiska zabiegów chemicznych". I tu zadaję sobie pytania: Co tu do cholery się dzieje? Czy uprawiam warzywnik, by stosować w nim zabiegi chemiczne? Czy chcę uprawiać warzywa ekologiczne? Po co zaburzać naturalne procesy zachodzące w glebie?


Kupując nasiona w markecie miałam większą możliwość wyboru niż w sklepie ogrodniczym. Pani spiesząca się, by sprzedać jak najwięcej, zwykle wybiera paczuszki sama, dopytując się czego klientowi potrzeba. Moja wizyta z sklepie zajmowała zawsze ok. 5 min. Dziś wiem, że muszę pilnować, aby Pani sprzedawczyni nie podała mi jakiegoś świństwa. Co na opakowaniu nasion powinno się znajdować? Chyba najbardziej rzucającą się informacją na etykiecie jest pieczątka zawierająca, m.in. nr partii i termin przydatności nasion do wysiewu.



1/3 kupionych przeze mnie nasion w sklepie ogrodniczym była zaprawiona chemią. Zaprawa ma chronić przed chorobami i szkodnikami. Zwróćcie proszę uwagę na opis szkodliwości zaprawy, zajmuje 1/2 opakowania!



Jeżeli na paczuszce nasion widnieje informacja, że nasiona poddane są inkrustacji, to oznacza, że wytworzono wokół ziarna powłokę polimerową, w której trwale rozmieszczono wybrane pestycydy.


Bywa też, że nasiona są powlekane substancją otoczkującą. Otoczakowanie nasion stosuje się po to, by zwiększyć rozmiar nasion, ułatwić równomierny wysiew oraz ograniczyć potrzebę późniejszego przerywania roślin, zwiększając rozmiar i wagę ziarenka. Otoczka składa się ze sterylizowanego torfu oraz dolomitu i glinki kaolinowej lub wapienia oraz wielu innych substancji. Niekiedy w skład otoczki wchodzą środki ochrony roślin.

 


Jest nadzieja...

Można też zaprawiać naturalnie! W sklepach znajdują się gotowe nasiona umoczone w wyciągach z ziół. Można też zrobić to samemu w warunkach domowych. Projekt-warzywnik opisuje jak to zrobić.
Dostępne są też odmiany F1 powstają przez naturalne krzyżowanie tradycyjnych odmian. Nasiona te dają obfitszy i lepszy jakościowo plon oraz są bardziej odporne na choroby i szkodniki. 
W sprzedaży możemy też znaleźć nasiona ekologiczne. Co to oznacza? Nasiona te zostały pozyskane w oparciu o naturalne metody uprawy bez użycia środków ochrony roślin i nawozów sztucznych. Ku mojemu zdziwieniu, ceny w cale nie są wyższe od innych rodzajów nasion.
I jeszcze sprawa nasion na taśmie... Według wielu źródeł mają same zalety, m.in. nasiona są selekcjonowane, łatwo się wysiewa i nie trzeba przerywać siewek. Ziarenka są umieszczone na taśmie bądź krążku z celulozy, które łatwo ulegają biodegradacji. Mnie ten rodzaj wysiewu nie przekonuje...


Nasiona można zakupić w marketach, sklepach ogrodniczych a nawet w internecie. Najważniejsze, aby nie zrobić się w przysłowiowego balona. Jeżeli chcemy mieć warzywnik, to po co stosować zaprawiane nasiona?

Pozdrawiam :)

Źródła:

niedziela, 6 września 2015

Jesienne klimaty

Pogoda zaczęła nastrajać do refleksji. Czas powoli żegnać się z letnimi ubraniami, gorącymi porankami i beztroskim zasypianiu w ogrodzie. Ach... Lubiłam tak położyć się w leżaku po pracy i zasnąć... Dziś już trochę na to za zimno i deszczyk pokropuje co rusz. Tylko na chwilę słoneczko zawitało do ogrodu...


 Dojrzewają jabłka, jeżyny, winogrona i aronia. Niedługo będziemy musieli zabrać się za zbiory i prace jesienne. Na szczęście biorę tydzień urlopu, aby uporządkować ogród i dom przed zimą. Muszę już zbierać siły, bo roboty jest po pachy :)


 Zerwałam do wazonu słoneczniki, z których nie będzie ziarenek, bo są po prostu z małe. Cudownie rozświetlają salon. Tylko opadający pyłek bardzo brudzi, ale udaję, że go nie widzę :)

Pozdrawiam iście jesiennie  :*



INSTAGRAM