28 czerwca 2016

Złe dobrego początki

Po "gradobiciowym" poście czas na coś milszego :) Siedząc przy komputerze zaświeciło mi słoneczko w okno i stwierdziłam, że przydałoby się trochę jakiś nowych zdjęć z ogrodu. Cykając fotki przypomniało mi się, że jeszcze nie pokazałam niebieskiego kolosa. Niestety urodą nie grzeszy ;o)



  i...

zbliżenie :)


A teraz prawie jeziorne ujęcie...


Basen ustawiony jest pod orzechem, który choć ciutek daje cień. Niedaleko znajduje się klomb, jeszcze bez lilii, ale śmierdziuchy i lawenda już zakwitły :)



Za klombem rośnie czereśnia. Co jakiś czas skubiemy sobie owoce prosto z drzewa. Nie zbieramy ich nigdy, znikają zbyt szybko :P




A wszystko to widać z tarasu choć trochę udekorowanego. Krzesła wynalazł Pan Mąż w domowej graciarni. Są drewniane i artystyczne a przede wszystkim oryginalne. I takie lubię ;)






Udanej reszty tygodnia :)

26 czerwca 2016

Gradobicie w urodziny albo urodziny w gradobicie


Nie mogę się zdecydować na tytuł posta... Tak moim mili, wczoraj miałam planowaną imprezę urodzinową plenerową tzw. grill. Wymyśliłam sobie karkóweczkę, kolorowe balony, bambusowe pochodnie, tańce, hulańce a Pan Mąż nawet wykonał arbuza z ponczem i kranikiem do nalewania. 



A co wyszło z moich planów?

Gradobicie ! ! !



video

Dużo strachu, złości, smutku i żalu przeszło przez ten czas. Dzięki Bogu, strat nie jest aż tak dużo. Ucierpiało trochę pomidorów, buraki i kwiaty. 




Takie wydarzenie i zdjęcie się nie udało :(
I oczywiście ucierpiały moje urodziny. Impreza przeniosła się do domu. Nie było tańców i hulańców. Balonów też nie. Choć na chwilę rozpogodziło się i wykorzystaliśmy ten czas na upieczenie strawy.

Podsumowano: Gosia, chyba ktoś nie chce żebyś miała imprezę dziś...

Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jest o czym pisać dla blogu ;) <żarcik>

Malmys

21 czerwca 2016

Bo dziś Pierwszy Dzień Lata

W sumie to mam dwa powody, aby napisać post. Bo dziś Pierwszy Dzień Lata i pierwszy raz od bardzo dawna mam wolny dzień w tygodniu od pracy. I niezmiernie czułam się tego dnia bardzo dziwnie. Co ja mam z sobą począć? Pan Mąż dziwnym trafem też miał większość wolnego dnia, także mój dzień wyglądał tak: rano załatwiłam sprawy, potem wybraliśmy się rowerem na targowisko i do sklepów, zrobiłam obiad i wlazłam na parę godzin do ogrodu. Łooo Matko Boska! Ile ja mam pracy, tylko się złapać za głowę i nie puszczać! Atak paniki ustąpił po paru minutach i zabrałam się za najpotrzebniejsze rzeczy. Posadziłam zakupione na targowisku pory - sztuk 10, potem pomidory, które przeleżały w kuwetkach na dworze z miesiąc (!) i posiałam fasolkę żółtą kartłową. Przepieliłam winogrona i róże, powycinałam przekwitnięte kwiatostany oraz popodlewałam kwiaty wodą  z dodatkiem biohumusu. I najważniejsze, pocykałam trochę fotek, również z zakresu nowości ogrodowych.
W sobotę, dnia mojego pracującego, Pan Mąż (skubany sobotę miał wolną) stworzył rabatę pod płotem z prawdziwego zdarzenia. Wyrównał teren i zabezpieczył rabatę krawężnikami betonowymi (wolałam kamień polny, ale byłoby za dużo z tym roboty). Wyłożył agrowłókninę i przymocował ją do gleby oraz rozsypał korę w miejscu borówek amerykańskich i jagody kamczackiej. W miejscu ziół rozsypany został otoczak. Pan Mąż podsumował całe wydarzenie - zrobiłem to dla Ciebie, żebyś nie miała tyle pielenia :) 




A na końcu działki Pan Mąż zbudował kolejne tajemnicze drzwi (wcześniejsze pokazywałam TU)


Tak było wcześniej. Zdjęcie z początków prowadzenia bloga, ładnych parę lat minęło :) Zamiast drzwi - stara paleta oraz rabata, która nie zawsze była tak ładnie wypielona. Na nią też przyszedł czas :)


***

Warzywnik wygląda okazale. 
Pierwsza botwinka w tym roku zeżarta.
Sąsiadka zawiesiła szmatę na czereśni. Cudowny widok...
Pomidorki koktajlowe za ciasno posadzone. Wiem!






***

No kocimiętka się rozrosła i rozłożyła. Ściąć?



Jeszcze przez jakąś godzinę będę się będę się relaksować, a potem czas szykować się do snu. 
Pobudka dość wcześnie. 

Udanego tygodnia Czytelnicy :)

Gosia

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia