20 października 2017

W oczekiwaniu...

To już nasze ostatnie wolne chwile, więc łapiemy z nich ile się da. Leniwie podchodzimy do porządków jesiennych w ogrodzie i do skończenia paru przydomowych zaległości. Koszenie idzie jak po grudzie, bo trawa jest ogromna i jakaś mokra, ale... kto by się tym przejmował :) 


Ogród jak na razie odchodzi na dalszy plan, bo już za niecały miesiąc ma się pojawić Mały Chrabąszczyk. Nie martwcie się wiosną spragnieni słońca i zieleni zabierzemy się za nadrobienie jesiennych zaległości. 


Najważniejsze, że warzywnik przekopany, trawa kosi się od dwóch dni po kawałeczku, warzywa i owoce zebrane, a meble i donice schowane przed mrozem. No musiałabym się zebrać w sobie i wykopać cebulki gladioli i dalii, które nie wzeszły przytłumione irysami i nawłocią. Choć i tak jestem zadowolona z rabaty pod płotem, bo zyskała w tym roku wiele gatunków kwiatów, głównie przez reorganizowanie ogrodu. 


Pojawienie się Małego Chrabąszczyka to oczywiście czas, w którym wszystko wywróci się do góry nogami. Nie mam zamiaru rezygnować z blogowania ani z uprawy ogrodu. Natomiast posty nie będą się pojawiać tak często, przynajmniej na początku. Mam znów w planach zmianę wyglądu bloga, bo to, co próbowałam zrobić własnymi siłami niestety do końca mnie nie zadowala. Zmiana ma być długoterminowa wraz z logiem. Blog zawsze będzie moją pasją, nie mam zamiaru na nim zarabiać, ale chciałabym, aby się rozwijał. 


Aaa... i jeszcze jedno. Nie mam zamiaru z bloga zrobić albumu rodzinnego. Nadal tematem przewodnim będzie ogród ;) Już mam obmyślonych parę ciekawych tematów.

Zatem do rychłego zobaczenia ;)

Wasz Chrabąszczyk

18 października 2017

Łatwiejszy sposób na kiełki


Dzięki Semini odkryłam coś niesamowitego, zdecydowanie najłatwiejszy sposób na kiełki. Wypróbowałam kiełkownicę w słoiku i jak dla mnie bomba! Jest estetyczna, stoi w ciemnej kuchni, a kiełki i tak się zrobią. Poza tym bardzo łatwo się ją myje, bo nie ma rowków jak zwykła kiełkownica. Nie muszę się martwić, że wlałam za dużo albo za mało wody. Kiełkownica w słoiku nie zajmuje wiele miejsca, nie musi stać na parapecie, dzięki czemu nie jest taka kłopotliwa. Można czyścić ją w zmywarce, a nawet jeśli pojawi się pleśń łatwiej wyczyścić szkło niż plastik.
W warzywniku zostały już tylko pory, a kiełki to świetna alternatywa dla warzywnych dodatków do kanapek, sałatek, surówek, czy twarożku. Mój obowiązkowy punkt w ciążowym menu :)



Kiełkownica w słoiku składa się z:
  • szklanego słoika, którego ścianki są tak wyprofilowane, że można go postawić pod kątem.
  • metalowej ażurowej nakrętki, dającej możliwość wypłukiwania kiełków bez otwierania kiełkownicy.
 


Hodowla kiełków jest banalna. Należy wsypać nasiona do środka, zalać wodą i odstawić na jakiś czas. Po namoczeniu należy wylać wodę przez nakrętkę. Parę razy w ciągu dnia zawartość należałoby przepłukać. Nie trzeba obawiać się, że ta czynność uszkodzi kiełki, bo w ten sposób się one przewietrzą, łatwiej też pękają osłony nasion i szybciej pojawiają się korzonki. Stawiając kiełkownicę pod kątem, nasiona będą miały najlepsze warunki do kiełkowania. Parująca woda skrapla się na ściankach i wraca do roślin, a ażurowa nakrętka przepuszcza powietrze tak, aby zapobiegać chorobom grzybowym. Gotowe kiełki można trzymać w lodówce w słoiku.



Najbardziej uwielbiamy kiełki rzodkiewki, które zjadane są od razu. Dlatego też post miał pojawić się szybciej, ale zawsze kiełki znikały zbyt szybko nim chwyciłam za aparat ;)

Zajadacie?

Chrabąszczyk

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia